
Płot
Właściwie chodziło o rzeczy małe. Dziesiątego października przemykaliśmy wzdłuż kordonu i suk na sygnale, powtarzając, oby to był ostatni taki dziesiąty. Dziesiątego listopada wciąż tam byli, ale już bardziej znudzeni, odprowadzili do pracy wzrokiem a nie jak aresztantów. Wódz był jedynie cieniem wodza sprzed miesiąca.
O płot wokół sejmu, który potęgował wrażenie niezdobytej twierdzy, a który rozebrano raz dwa, pierwszego dnia nowej kadencji.
Rzeczy małe odbierające chęć do tutaj-życia.
