księgarnia 71/23

AP/Amel Emrić, Kostnica w Šejkovačy, kwiecień 2014 r., źródło: globalnews.ca. Ciała mumifikowane techniką wynalezioną przez bohaterkę reportażu, Senem (por. poniżej).

Taina Tervonen, Grabarki. Długi cień wojny w Bośni, tłum. Katarzyna Marczewska, Czarne 2023

Lektura zaduszkowa

Na początku dwudziestego pierwszego wieku, w epoce szybkiego internetu, rodzącej się sztucznej inteligencji i planowania lotów na Marsa, w wielu miejscach planety kobiety i mężczyźni w białych kombinezonach oddawali się tej samej czynności: wygrzebywali ze zbiorowych mogił anonimowe ciała. Był to rodzaj międzynarodówki: spotkać ich można było w Argentynie, Bośni, Hiszpanii, nawet w Polsce. Wbrew potocznym opiniom, uwaga jaką kierowali na owych anonimowych zmarłych, ich ekshumacje, badania laboratoryjne, poszukiwanie krewnych, analizy DNA: wszystko to świadczyło raczej o moralnym postępie ludzkości (1).

Reportaż Tainy Tervonen można odczytać jako opowieść o dwóch bohaterskich kobietach: Senem i Darii, które uczestniczyły w bośniackim epizodzie poszukiwań, ale równie dobrze jako opowieść o autorce, która nie potrafiła zapomnieć widoku i zapachu masowej mogiły. Uniknięcie wojny – pisze Tervonen – nie jest normalnym stanem rzeczy, lecz przywilejem, szczęściem (s. 70). Po lutym 2022, te słowa docierają do nas ze zdwojoną siłą.

Wojna w Bośni była tym wydarzeniem, które jako pierwsze zachwiało naszym optymizmem początku lat dziewięćdziesiątych. Była za blisko, żeby ją zignorować. Podskórnie czuliśmy, że jest rewersem naszej wolności – przykładem, co stać się może, gdy miejsce komunizmu zajmie nacjonalizm (wtedy byliśmy jeszcze nań odporni, ale do czasu). Masowe mogiły, obozy koncentracyjne, oblężone Sarajewo – wszystko na naszych oczach. Może rzeczywiście na pomnikach Zagłady, jak stwierdza jeden z bohaterów „Grabarek”, nie powinien widnieć napis „Nigdy więcej”, ale „Shit happens” (s. 107).

Jest też – sam tytuł wskazuje – książka Tainy Tervonen opowieścią o obrzędzie całkowicie odmiennym od swojskiego pogrzebu, w której śmierć, nawet nagła, zna swoje miejsce. Niemniej, podobnie jak pogrzeb, procedura dokonywana przez zespół Senem i Darii nie jest niczym innym niż kolejnym rytuałem odprawianym nad zmarłym i jego martwym ciałem, tak aby ułatwić temuż zaznanie wiecznego spokoju a społeczności powrót do normalności po stracie. Senem przypada w nim funkcja nie tyle grabarki, co kapłanki.

Senem wynalazła własną technikę mumifikacji, wzorowaną na sposobach starożytnych Egipcjan. Najpierw warstwa soli na tacy, potem warstwa gazy, żeby sól nie dotykała bezpośrednio ciała. Na zwłokach znowu warstwa gazy, a potem następna warstwa soli. Sól pochłania ciecze, wysusza ciało i powstrzymuje rozkład (…) sól nie uszkadza DNA (s. 79).

Przypisy:

1. Szerzej o tym w: Alexandra Staniewska, Ewa Domańska (red.), Ekshumacje polityczne, Słowo/ obraz/ terytoria 2023

[Dopisane: wydać się to może dziwne, ale w narracji Tainy Tervonen pojawia się dużo bałkańskiej kuchni. Przez trzy dni chodzi za mną papryka duszona w śmietanie, aż nie mogę jej się oprzeć. Może to jedzenie, więcej – gościna, ratuje bohaterów „Grabarek” przed popadnięciem w obłęd?]

Dodaj komentarz