
Adam Sokołowski, Reżim. Doniesienia z putinowskiej Polski, Znak 2023
1.
Euforia osłabia czujność. Od dwóch tygodni żyjemy w zawieszeniu, które przypomina pułapkę. Łatwo zapomnieć, że to nie zwykła zmiana rządu, ale początek (miejmy nadzieję) transformacji, która jest procesem żmudnym i najeżonym przeszkodami. Po ośmiu latach państwo wymaga ogromnej pracy, mając zniszczone media, sądownictwo, szkoły, służby mundurowe, przede wszystkim zaś jesteśmy – wielokrotnie tu o tym – dotknięci zapaścią moralną, chorobą języka i systemu pojęć.
Zawieszenie, dobrze o tym wiedzą kłamcy wciąż pozostający u władzy, sprzyja zamieszaniu i niesnaskom. Radość z piętnastego łatwo może przekształcić się w znużenie i gorycz. Nie, nie jesteśmy bezpieczni.
2.
Kiedy napisałem przy jakiejś okazji, że bicie pałkami uczestników legalnej demonstracji i zapędzanie ich w kocioł, przypomina Białoruś, przełożona wezwała mnie do siebie opier…ając, że nie wiem o czym piszę.
To samo święte oburzenie pojawiało się na stronie autora „Reżimu”, gdy po lutym dwudziestego drugiego nie zmienił jej tytułu. Zresztą, szczerze mówiąc, lepiej brzmi zapis użyty na s. 183: putinoidalny, nie putinowski, charakter władzy. Autorytaryzm to przecież spektrum.
3.
Już na samym początku tej władzy nieodżałowana redaktor Paradowska proponowała tworzyć listę zniszczeń dokonywanych przez Partię. Nikt nie przewidywał, czy nie chciał przewidzieć aż takiego stopnia degeneracji polityki.
Adam Sokołowski w „Reżimie” tworzy coś w rodzaju takiej listy. Z pewnością niepełnej, ale dającej już jakiś obraz tego, co się stało z Polską. Memento: w jaki sposób zmanipulować prawie czterdziestomilionowy naród.
To nie jest dzieło z zakresu politologii: polska droga od demokracji do autokracji (i ufajmy: z powrotem) wymaga też opracowania naukowego. „Reżim” jest pisany czasem zbyt potocznie, czasem zbyt nerwowo. O ile „Kulisy PiS” to rodzaj politycznej opery mydlanej, książka Sokołowskiego to akt oskarżenia.
Mimo swoich wad, to bardzo ważna lektura, bo pamięć społeczna w Polsce szwankuje. Najlepszym dowodem na to jest przejście do normalności nad bliskoma dwustoma tysiącami ofiar pandemii, walka z którą w obrazkach propagandy okazała się wielkim sukcesem. W przeciwieństwie do większości krajów, nikt w Polsce nie zaproponował dnia żałoby narodowej, nikt na koniec zarazy nie dokonał aktu upamiętnienia – to całkowicie świadome – ze strony władzy – działanie polityki niepamięci. Co ważne: działanie skuteczne.
Sprawdza się to, co wyjaśniał w serialu Barei towarzysz Jan Winnicki: sześćdziesiąt procent ludzi nie rozumie dziennika a poza tym ludzie nie myślą.
4.
To nasza wina. Nas wszystkich po trochu (s. 327). Myślę o tym momencie, kiedy przełożona – poinstruowana przez gabinet – kazała mi z profilu usunąć dwanaście unijnych gwiazdek. Zrobiłem to: nie zamierzałem być męczennikiem. Kolejne małe ustępstwo w drodze do własnego zdemoralizowania.
Myślę o tych drobnych, małych sprawkach jak ta, które odbierały nam chęć do życia. Myślę o tych, którzy w porę nie zdjęli dwunastu lub ośmiu gwiazdek albo czerwonych piorunów i zostali z wilczym biletem.
Myślę wreszcie o tych, którzy byli za i teraz też będą za, bo są beneficjentami każdej władzy. Ich przynajmniej nigdy nie nawiedzą wyrzuty sumienia.
