
Sennik–bezsennik
Nie mogę spać przez wybory. Kiedy się budzę, miewam koszmary. Jest poniedziałek szesnastego i dobrze znam wynik. Czarnowidzę od małego.
Najgorsze, co nas spotkało, spośród licznych katastrof przez ostatnie lata, to katastrofa etyczna: odwrócenie pojęć i języka, którym o nich mówimy. Zakaźne jak choroba, która trwale uszkadza sumienia. Jeśli nie jesień, kolejne lata będą postępującą zapaścią.
Uciekam w sen: śni mi się modernistyczne mieszkanie M. na Starej Ochocie: ma wykończenia z orzecha, trzy łazienki i konsjerża. Pod koniec snu zjawia się ambasador Stanów Zjednoczonych.
Nic to, za tydzień będę w Prado.
