
Charles Baudelaire, Dzienniki intymne. Biedna Belgia!, tłum. Ryszard Engelking, Officyna 2023
1.
Bywa, że jakiś urzędnik (…) jest człowiekiem zasługującym na szacunek, ale nigdy nie będzie w nim nic boskiego. To osoby bez osobowości, istoty wyzute z oryginalności, stworzone dla urzędu – sługusy społeczeństwa (s. 105).
Po takim wstępie trudno, abym do Baudelaire’a poczuł odrobinę sympatii. Forma dzienników, fragmentów zapisków daje wgląd w mapę myśli poety. Poezję oddziela od twórcy.
Stając w obronie urzędników wszystkich czasów, w obronie miernot wszystkich czasów, ma się ochotę wysmażyć podobny paszkwil.
2.
Proszę bardzo:
Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, co wiemy o bohaterze dziennika? Konserwatysta; brzydzący się demokracją, postępem i równością; wrodzone zło człowieka i istnienie piekła były dlań podstawowymi dogmatami (przypis 46 na s. 334); gorący zwolennik kary śmierci; mizogin, odmawiający kobietom praw; szowinista (por. „Biedna Belgia!”, passim); egocentryczny nienawistnik; żarliwy neofita; socjopata.
Gdyby przykładać miary dzisiejsze do osobowości z przeszłości, można byłoby uznać, że Charles Baudelaire był incelem. Można by go nawet uznać za duchowego patrona dzisiejszych przegrywów.
3.
Tom Baudelaire’a tak naprawdę kupiłem, zafascynowany Belgią, oczekując brukselskiej części dziennika.
Jest stekiem wyzwisk, jadowitym atakiem na wszystko, co belgijskie, poczynając od sikających dziewczynek a skończywszy na Leopoldzie I, dla którego – w czasie agonii – drukowano gazety z pomyślnymi wieściami na temat stanu jego zdrowia (Goodbye, Leo!) Nieprawdopodobny popis umiejętności szkalowania nacji (jak wiele jeszcze partyjne media mogą się nauczyć w opisywaniu opozycji!)
Oburzeni tym, w jaki sposób na Zachodzie przedstawia się Europę Środkową, w notatkach Baudelaire’a znajdą ukojenie. Opisy Brukseli niewiele się różnią od charakterystyki polskiej prowincji. Barbarzyńcy wcale nie zamieszkują za limesem – zdaje się sugerować piszący – mamy ich tuż za granicą. Lekcja narodowych stereotypów: są brudni, głupi, głośni, brzydcy, itd.
Po części rozumiem frustrację poety. Przypominam sobie siebie sprzed prawie ćwierć wieku, kiedy przyjeżdżam do Warszawy i nocami fantazjuję o jej zburzeniu. Na ulicach wszyscy są brudni, głupi, głośni, brzydcy, itd.
A może w zdaniu Baudelaire’a o Belgach – kiełkuje we mnie wahanie – mimo wyolbrzymienia, jest odrobina racji. Za moment przecież, pod wodzą brodatego króla, zaniosą swą cywilizację do Kinga, zostawiając po sobie kilka milionów bezimiennych grobów.

1 Comment