księgarnia 60/23

Edmund Gwerk, Zaorane pola, 1937, Galeria Środkowosłowacka w Bańskiej Bystrzycy, źrodło: webumenia.sk. Trudno mi zilustrować „Jednorożce”. Waham się pomiędzy poszukiwaniem zdjęcia dmuchanego plażowego jednorożca (Martin Parr?) a jakimiś czarno-białymi słowackimi panelkami. Wygrywa Gwerk, bo z imienia i nazwiska (choć z innym obrazem) pojawia się w książce.

Barbora Hrínová, Jednorożce, tłum. Olga Stawińska, Ha!art 2023

„Jednorożce” są przyjemnym w odbiorze zbiorem opowiadań o kryzysie wieku średniego, czy też kryzysie ćwierćwiecza (dowiaduję się o nim właśnie z tej prozy). O tym, co nam w życiu nie wychodzi, a bohaterkom i bohaterom Hrinovej nie wychodzi bardzo wiele rzeczy: praca, związki, seks, dieta, ba, przerasta ich nawet opieka nad pieskiem.

Poza tym bohaterowie „Jednorożców” wynajmują mieszkania (w stronie biernej i czynnej, zdaje się, że rynek nieruchomości kształtuje świadomość), które traktują jako własne kryjówki. Ukrywają w nich swoje niewyjścia.

Kawałki tej prozy rozsyłam tu i ówdzie przyjaciołom, ale na tyle dyskretnie, aby nie ujawnić, w których kawałkach autorka pisze o mnie. Bo z tych kompleksów, z tych niewyjść lepię swój autoportret.

– Ja tego nie rozumiem, przecież była najlepsza w klasie – Romana podsłuchuje swojego ojca a ja swój wewnętrzny głos, który mądrzy się tak samo.

Może nie powinienem tego czytać, kiedy nadciąga astronomiczna jesień? Z drugiej strony zaśmiewam się na głos (akurat jestem opiekunem na wycieczce szkolnej i muszę uważać, żeby nie zostać uznanym za niezrównoważonego, hihi hihi).

Dodaj komentarz