
Katarzyna Kubisiowska, Kora. Się żyje. Biografia, Znak 2023
1.
Mój tata nie znosi Ralpha Kamińskiego. Nie, nie przeszkadza mu wizaż ani sceniczne ruchy. Szczekanie też nie (ulubiona piosenka Dziecka). Domyślam się, że chodzi o Korę. Kamiński kradnie ją z młodości mojego taty i zabiera do swojej. Tego nie da się puścić płazem. Na grubych taśmach do dziś przechowuje Osjana i Anawę. Nie wiem, kto i na czym potrafi je odtworzyć.
2.
Chyba nie na temat: wyprzedaż przedmiotów należących do Freddiego Mercury’ego – tak jakby śmierć druga. Pisałem o tym przy okazji stłuczonej filiżanki (tutaj). Rozpraszanie kolekcji – mówi mój wewnętrzny muzealnik – to wymazywanie życia.
Mamy zapisany ich głos i obrazy. (Na grubych taśmach). Dowód na istnienie znacznie poważniejszy niż w przypadku proustowskiej Bermy.
Ikona – ktoś nie do końca rzeczywisty, obcy, ale, mimo to, obecny w naszym życiu.
3.
Zasadnicza trudność w biografii Kory: konfrontacja mitu z życiorysem. Podwójna linia obu splatająca się w niektórych momentach. Wahanie między hagiografią a ikonoklazmem.
Mit: wielogłos opowieści z młodości; zarzucenie chronologii, jakby rzecz działa się poza czasem; niejednoznaczność ocen (matka).
Życiorys: poczucie, że bohaterowie powinni pójść na terapię, zamiast męczyć siebie i innych (wstrząsająca historia Dominiki), pytanie, czy wtedy potrafiliby tworzyć; pornograficzny opis choroby, śmierci i kremacji;
4.
Kiedy umarła, ustawiłem na profilu nagranie „Po prostu bądź” i napisałem:
Liceum. 1997? Stadion „Lublinianki”. Darmowy koncert. Leje deszcz. Romantyczność i naiwność do kwadratu. Może to nie jest najambitniejszy utwór Maanamu i Kory, ale mogłem go wtedy słuchać godzinami. Wszystko wydawało się łatwiejsze niż się okazało.
Nie pisałem przecież o Korze i jej koncercie: pisałem o sobie.
Wiosną 1996 [a więc się pomyliłem] pod hasłem „Wielka majówka” (…) Maanamu odbywa trasę po wszystkich większych polskich miastach (…) przyciągają ogromną publiczność – opisuje mnie samego Kubisiowska (s. 290).
5.
Cechą ikony jest także to, że więcej mówi o nas niż o sobie. Dlatego mój tata nie znosi Ralpha Kamińskiego, a ja uwielbiam płytę „Łóżko”.
