
Kanonizacja filiżanki
Jeszcze ma ślady porannej kawy, ta mała święta
Są dwa krytyczne momenty w naszej relacji z rzeczami.
Pierwszy: nas już nie ma, a one wciąż są. Nie używajmy przy tym bezradnego określenia osierocenie, nie – to są dumne wdowy, które ile sił niosą nasze nazwiska w cudze ręce, w altany śmietnikowe, w niepewną przyszłość.
Drugi: gdy nagle odchodzą, a my zostajemy. Bez ulubionego serduszka na filiżance, kotka na talerzu, kruche i rozżalone nieporadnością pana. Należałoby się im kintsugi (rodzaj zmartwychwstania).
Chowam przed A. skorupy tej, która wolała umrzeć niźli zgrzeszyć.

1 Comment