
Piotr Lipiński, Wasilewska. Czarno-biała, Czarne 2023
Nie da się odnaleźć jej zdjęcia z dzieciństwa. A chcesz się zapytać: kim zostanie to dziecko, ten mały dzidziuś w kaftaniku. Bez względu na wszystko pokochamy Dziunię, rozczulającą dziewczynkę z bujną wyobraźnią, podlotka układającego wiersze na lekcji rachunków: ja także pójdę krzywo.
Bardzo cenię biografie autorstwa Piotra Lipińskiego za to, że na życiorysy swoich bohaterów spogląda bez uprzedzeń. Dzisiaj przecież Wasilewska nie jest czarno-biała a wyraziście czarna, tymczasem Lipiński uparcie maluje ją na szaro. Bo ludzie zwykle występują w odcieniach szarości i tylko funkcjonariusze od historii (z każdej strony) używają czystych barw.
Postać Wasilewskiej wydaje się także najciekawsza spośród dotychczas opisanych przez autora aparatczyków (Bieruta, Gomułki i Cyrankiewicza). To, że jest kobietą w świecie zdominowanym przez mężczyzn czyni ją wyjątkową i – na co Lipiński zwraca uwagę – mocno zaburza jej społeczną ocenę. O mężczyznach nie twierdzi się, że osiągnęli coś przez łóżko, aby nie deprecjonować ich pozycji. Tymczasem – przy postrzeganiu Wasilewskiej – przejście od zdrajczyni do k..wy okazuje się być dziecinnie proste. – No nie, nie do końca – zdaje się pisać autor, pokazując jak wiele ocen Wasilewskiej, podszytych jest mizoginią. Wasilewska wybija się, nie boi (ten moment, kiedy mają ją rozstrzelać a ona nie przyjmuje tego faktu do wiadomości!), rządzi, bywa bezwzględna i fanatyczna, ale też poświęca się, pomaga innym. „Wasilewska” Lipińskiego jest osobowością niezwykłą – ijo, ijo – słychać już sygnały nadciągających służb od jednoznacznej historii.
Czytając „Wasilewską”, postanowiłem Wasilewską zinterpretować inaczej: w końcu ciągle czytam biografie pisarzy, ich listy i notatki. Bujna wyobraźnia córeczki państwa Wasilewskich to klucz do życiorysu. Zostawmy wybory polityczne – Wasilewska była, jest i będzie przede wszystkim pisarką. Oznacza to, po pierwsze, że świat wyimaginowany (a takie było jej wyobrażenie Sowietów) był dla niej równie, a może i bardziej realny, co świat namacalny. Nie rozdzielała literatury od życia, a jeśli coś się nie zgadzało, pierwszeństwo dawała wyobrażeniom. Można powiedzieć, że żyła w kłamstwie, ale dużo bardziej pasuje – w fikcji. Po drugie, pragnęła schlebiania. Niepiszącym trudno to zrozumieć, ale być może rzeczywiście wybierała nową ojczyznę, kierując się nakładami wydań i entuzjazmem na spotkaniach autorskich. Jak mogła nie czuć się doceniona, skoro sam Stalin przeczytał jej „Oblicze dnia”. Oczekujemy od innych, że będą dokonywali heroicznych wyborów, a tak naprawdę sami pragniemy miłego połechtania. Ujmijmy to tak: Związek Radziecki zapewnił pisarce Wandzie Wasilewskiej odpowiednią ilość głasków.
A może moja interpretacja wcale nie jest taka własna? Może podsuwa ją sam biograf, który na wstępie opisuje jak siedmioletnia Wandzia zaprzyjaźniła się z dwoma wyimaginowanymi przyjaciółmi: Złotowłosym i Czarnookim. Gdy ktoś żartował z nich – pisze Lipiński – wybuchała płaczem (s. 11). Nie należy żartować z czyjejś literatury.

1 Comment