księgarnia 53/23

Okładka czasopisma „Morze i kolonie”, 1939, źródło: poliart.biz. Wprawdzie modelka na okładce nie jest w negliżu, ale jakoś nasuwa się cytowany w „Bziku” Henryk Sienkiewicz: pojęcia afrykańskie o piękności biustu są wprost przeciwne europejskim – wszystkie zaś biusty są piękne na sposób afrykański (s. 15).

Grzegorz Łyś, Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej zamorskie przypadki, WAB 2023:.

Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki?

Zaczyna się bardzo zabawnie, śmieję się w głos na Wilsonie, bo to o napuszonej Polsce, która jest bardzo zabawna, dopóki nie spier.ala mostem w Zaleszczykach. Wiecie sami: defilady, mocarstwo, a potem – łup – rakieta spada w las pełen podgrzybków.

Potem bywa nie do śmiechu. Historia chłopskiej migracji do Brazylii wygląda jak z horroru. Przy stacji migracyjnej w Rio, ta na Ellis Island wydaje się być ośrodkiem wypoczynkowym.

Rzetelnie udokumentowana książka Grzegorza Łysia staje się tropikalną opowieścią o polskich wadach: megalomanii, pysze, nieudolności i swarliwości. Kolejne przystanki kolonialnych przygód Polaków – Peru, Brazylia, Angola, Liberia, Madagaskar – czyta się tak, jakby się oglądało „Sąsiadów”. Tada-da, tada-da…

„Bzik kolonialny” pokazuje społeczeństwo, które z łatwością łyka haczyk propagandy. Jeden z jej twórców wyznawał potem: fikcja kolonialna miała skierować uwagę Polaków na perspektywy przyszłej potęgi i dobrobytu, zapobiegając załamaniu się nastrojów społecznych (s. 298). Wyimaginowane mocarstwo – obraz, którym propaganda władzy – także dzisiaj karmi swoich popleczników.

Zderzenie opowieści o polskim kolonializmie z obrazami, o których można przeczytać w „Chłopkach” pokazuje jak wiele wyobraźni należało użyć, by owo mocarstwo dojrzeć w Polsce. Nie udawało się to zresztą również potencjalnym mieszkańcom kolonii: zdarzało się, że ludność rdzenna żyła w lepszych warunkach niż mieszkańcy Wólek i Dąbrówek.

Tragikomiczna to opowieść, bo opowieść o nas. W zdaniu autora: kolonie, które się nam po prostu należały, pobrzmiewa echo innego bon-motu, wypowiedzianego blisko sto lat później, równie doskonale wyrażającego pyszałkowatość władzy.

Zacytowane na samym początku pytanie z referendum, mającego na celu tej władzy utrzymanie, pokazuje jedno: spojrzenie białego człowieka, przyszłego właściciela plantacji, z wyższością, ale i lękiem, na miejscowych, nie zostało przez Polaków przepracowane.

Dodaj komentarz