
Paulina Reiter, Samotne oceany. Historia Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz, pierwszej kobiety, która opłynęła świat solo, Agora 2022:
W mojej wielkiej encyklopedii „Polska – moja ojczyzna”, która zaginęła ostatnio pomiędzy stosami książek, znajdowały się kolorowe zdjęcia podsumowujące epokę gierkowską. Lubiłem je oglądać kiedy miałem anginę. Czytanie encyklopedii było samo w sobie uroczystością.
Jedno ze zdjęć przedstawiało kobietę na jachcie i podpisane było mniej więcej tak jak powyższe zdjęcie z serwisu PAP. Kiedy dwa lata temu, gdzieś na stronie, mignął mi nekrolog Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz pomyślałem, że właściwie nic o niej nie wiem. Jest tylko bohaterką jednego zdjęcia.
A przecież wciąż powinna być bohaterką zbiorowej wyobraźni. Pierwsza kobieta, która samotnie opłynęła świat dookoła – to chyba odpowiedni wyczyn na patronaty szkół, ulic i miejsce w podstawie programowej. W dzisiejszej Polsce są z nią jedynie dwa kłopoty. Po pierwsze, rzecz wydarzyła się w tej strasznej epoce, kiedy Polski ponoć nie było, więc nie ma się czym chwalić. Po drugie, pani kapitan była samodzielnie myślącą kobietą, co w szkole funkcjonariusza Cz. właściwie ją wyklucza z panteonu. (Może się mylę: w czerwcu 2023 roku „Mazurek” wreszcie trafił do Narodowego Muzeum Morskiego).
Pozostaje biografia autorstwa Pauliny Reiter. Napisana wciągająco, oparta na rozmowach i listach, intymna. Kawał podróżniczej literatury bez patosu.
Bo z całą pewnością o bohaterce „Samotnych oceanów” nie można powiedzieć, że była patetyczna. Uporządkowana, uparta, wytrwała – słabo się nadaje na bohaterkę narodu mądrego po szkodzie.
Doświadcza zresztą tego sama po powrocie z rejsu i kilku miesiącach sławy. Jesteśmy wrednym narodem – podsumuje Paulinie Reiter (s. 266). A potem doda:
Tak w ogóle to myślę sobie, że najlepiej byłoby, gdybym za pierwszym zakrętem się utopiła. Wystawiliby mi pomnik, powiedzieli, że „była taka dzielna, ale niestety żywioł ją pokonał” (s. 271).
