księgarnia 35/23

Kadr z filmu „Mężczyzna i kobieta”, reż. Claudel Lelouch, 1966.

Hervé Le Tellier, Wszystkie szczęśliwie rodziny, tłum. Wiktor Dłuski, Filtry 2023:

Porównanie z Ernaux nie wytrzymuje krytyki. Ernaux wymyśla Metodę, Le Tellier zaledwie zadowala się rodzinnymi rozrachunkami. Noblistka usiłuje ująć w karby dwudziesty wiek, „Wszystkie szczęśliwe rodziny” pozostają jedynie przypisem do tytułowego zdania z „Anny Kareniny”.

Opowiadanie o rodzinie ma zwykle funkcję terapeutyczną. Niesnaski między siostrami, rozwód rodziców, dominująca narcystyczna matka – tematy równie dobre dla literatury, co na spotkania grupowe w wielkim mieście, gdzie każdy odrobinę czuje się odmienny. Fragmenty wspomnień, które wplatam w tekst, to nic innego jak usprawiedliwianie własnego braku zainteresowania we właściwym czasie, własnej niepamięci.

Oczywiście trudno, żeby autobiograficzna proza Le Telliera nie znalazła u mnie uznania, bo przecież, jak pisze: moja matka urodziła się dokładnie w tydzień po Audrey Hepburn i w odległości jakichś dwustu pięćdziesięciu kilometrów w linii prostej od niej (s. 41), a ja przy Audrey łatwo popadam w ckliwość. W ogóle zdań ważnych, mocnych, wpadających w ucho jest w powieści sporo. Takich jak choćby fragmenty o niepamięci żydowskich sąsiadów (s. 44), pasujących równie dobrze do naszej o „Sąsiadach” debaty.

Co zrobić z bólem pamięci? Wyjęty jak z sekretnego pamiętnika jest rozdział o umarłej narzeczonej. Zdjęcia zostały już podarte, pamiątki wygubione. Gorzko podsumowuje to zdanie: Taki jest los każdej relikwii. Czci się ją albo gubi (s. 148). Ale jednak gdzieś głęboko tkwi Umarła. Wraca w tekście. W najważniejszym, tak uważam, rozdziale powieści.

Dodaj komentarz