
(Hieronim Bosch, Kuszenie św. Antoniego (fragm.), 1510, Muzeum Sztuki Dawnej, Lizbona, źródło: wikimedia.org)
Szczęśliwe dni
Rzadkie w tym Adwencie są szczęśliwe dni. Dzieci spoglądają na gwiazdę, która się rodzi w ciemności.
Ludzie bez masek gazowych
Ledwo co się wydostałem z okopów tramwajem linii Ypres. Nad tunelem wisiał gaz, król z mieczem urywał się w połowie w żrącej chmurze. Zakaszlałem i przedarłem się przez linię wroga. Po kawę.
Płonące banki i niezręczni doręczyciele
Z okna wysokiej wieży tramwaje są malutkie i świecą pod ciemną spokojną plamą, to jest Saskim. Czekam, aż zapłonie chiński bank. Tyle wina na pożegnaniu T., że nie wiem, czy pójdę na pocztę: kolejna przygoda z doręczycielem, wykłócić się, że paczka nie zginęła, choć nie dotarło awizo.
Próby zamieniania życia w powieść
Ostatnią rzecz, o jaką bym cię posądzał, jest miłość – pierwsze zdania powieści zawsze przychodzą z trudem. Zatrzymuję się na nim. Nigdy nie wiesz, co się z niego rozwinie. Stygmaty na rękach, czy to nie jest czułość?
Prorocze wizje księdza profesora
Arabowie wchodzą do centrów miast – rozejrzałem się nerwowo z kąta za szafą, gdzie stałem. Nigdzie, w zasięgu wzroku, żadnego Araba, uff. Ksiądz profesor doprecyzował: w zachodniej Europie. Uff, po raz drugi, dobrze, że nie u nas. Słuchałem uważnie księdza profesora na spędzie zorganizowanym dla uczczenia urodzin małego Żyda, uchodźcy do Egiptu, dwa tysiące lat temu. Arabowie byli daleko. U nas było bezpiecznie. Pan Prezydent nas strzegł. Pan premier nas strzegł. Pan minister od bezpiecznych granic także. Żadnych Arabów w centrach miast. Ksiądz kończył – księża uwielbiają tak kończyć – Janem Pawłem.
Podróż świecącego balonika
Z tym balonikiem wracaliśmy przez Stare B. Ludzie zatrzymywali nas i pytali, skąd on? Biegły za nami dzieci i psy. Odpowiadałem, że na Krakowskim Przedmieściu dziewczynka z zapałkami sprzedaje baloniki, czekając na śnieg, który nie nadchodzi. (Drgający błysk w ciemnościach, tegoroczne święta).
Droga na Wschód
Te skrzyżowania dróg prowadzących donikąd.
Ten deszcz, opętało wycieraczki, co za nic nie przypomina śniegu na obrazkach.
Ta dama na stacji benzynowej w Rykach, która każe parkować gdzie indziej.
Oglądajmy choinki w oknach – proponuję M., która siedzi obok – ale nie ma w oknach choinek, nie ma nawet okien, i świąt nie ma. Były, gdy byliśmy mali.
(17-23.12.2017)
