O Księżycu (pierwsza)
Baletnice wracają ze szkoły, śni mi się Degas. Nad nimi wisi młody Księżyc. Pokażę go Dziecku, myślę sobie. Otwieram drzwi i wołam Księżyc, Księżyc. Biegniemy do balkonowego okna: Księżyc, Księżyc. Sprawdzamy w książeczce Księżyc, Księżyc (30.01.2017)
O Księżycu (druga)
Każdego dnia jest go odrobinę więcej. Spędzamy wieczór przy oknie a Dziecko porównuje widok ze wzorcem. Dlaczego w książkach jest zawsze pełnia albo sierp? Czy aby na pewno to ten sam? (31.01.2017)
O Księżycu (trzecia)
Poczucie, że jesteś blisko, lecz nie mogę cię spotkać niepokoi mnie w żołądku. A przecież musisz być nad Wałbrzyską, nad Wilsona. Oda do Księżyca jak o pierwszej miłości. Bo chciałem szalone koniunkcje pokazać dzisiaj Dziecku. Bo budzi się i spogląda nad horyzont a tam ledwo można cię dostrzec (01.02.2017).
O tym, że był taki dzień
Mgła. MGASAM ZOLIBSKI w tej mgle (02.02.2017).
O chorobach (pierwsza)
A. czyta Patti Smith (tutaj). Mówi, że usypiająca, toteż reaguję na niezwykłe ożywienie się A. nad lekturą. No zobacz, w dzieciństwie też miała szkarlatynę. Też. (03.02.2017)
O chorobach (druga)
Po faworki i wódkę ta sama kolejka. Podchodzi do kasy, taki nieszczęśliwy z twarzy, sześć sztuk eklerek proszę – wzruszam się, ja w ogóle łatwo się wzruszam – i ćwiartkę soplicy. Albo ta, co się wpycha i wpychając się twierdzi: mówią, żeby się nie gromadzić, bo grypa panuje, trzeba odległości zachowywać (04.02.2017).
