
(Vilhelm Hammershøi, Wnętrze z czytającym młodzieńcem, 1898, Zbiory Hirschsprung, Kopenhaga, źródło: wikipedia.org; reprodukcja na okładce tomu).
Pierwszy tom korespondencji Pawła Hertza i Iwaszkiewiczów jest bardzo różnorodny. Do 1939 czytamy go jednostronnie, nie ma zachowanych listów Jarosława. Mamy przed sobą listy miłosne zakochanego (uwiedzionego?) młodzieńca-neurotyka. Ciężko polubić jego chimeryczność, jego snobizm i erotyczne uniesienia.
Co czuje adresat listów dobrze wiemy: znamy go już z dziennika, z listów do Hani i córek, z korespondencji z Józiem Rajnfeldem: Dania, krótki pobyt w Belgii, Batowice i długa choroba Hani, Lenczewski, śmierć Szymanowskiego i podróż po Włoszech.
Po wojnie bohaterem listów jest już ktoś inny, ocalony neofita, święcie wierzący w dobrą zmianę. W swoim zapale napotykający sprzeciw Hani i Jarosława, którzy okazują się być oporni wobec nowego języka, nowego sposobu wychowania człowieka. Oboje adresaci zresztą podejrzewają, że za swój entuzjazm Paweł płaci zafałszowaniem siebie. Nienaganny snob sprzed wojny i wojujący redaktor „Kuźnicy”: trudno uwierzyć, że to ta sama osoba, a jednak duchowa historia człowieka pozwala na takie przewroty i salta. Tylko ci, co wierzą w czerń i biel nie umieją dostrzec, że człowieczeństwo to ciągły wybór i ciągła zmiana. Nawet katem i ofiarą kata można być w jednym życiu. (Oczywiście ta powojenna wymiana listów ma nie tylko znaczenie z punktu widzenia relacji osobistych, ale również jako przykład skomplikowania historii Polski czy może historii intelektualistów w tamtej epoce).
Najsmakowitsze fragmenty redaktorzy wybrali na zachętę, na tylną okładkę. Niemniej, nie mogę oprzeć się pokusie, żeby nie zapisać rady życiowej Jarosława: trzeba z godnością dźwigać swoją małość, tak jak gdyby była wielkością. Bo kiedy marzysz o miejscu w encyklopedii i zamiast niego urzędożysz (cudowny neologizm Hertza!), możesz powtarzać ją jak mantrę. Pochwała dnia codziennego i codziennej zwyczajności.
