Jeśli w ograniczonym czasie i przestrzeni całą swoją myśl i energię skierujesz ku jednej istocie, to myśl ta zacznie się rozrastać, pochłaniać i ogarniać, wypełni cię całego tak bardzo, aż do granic.
I to wcale nie jest przepis na medytację buddyjską, ale recepta na popadnięcie w martwienie się. A jak wiemy od martwienia się nie kwitną glicynie i pelargonie (prawdopodobnie) też nie.
(16.08.2015)
