Carte Blanche

Pocztówka z Lu.:

(źródło: film.interia.pl)

Trolejbusy machające przegubami, trolejbusy we mgle, trolejbusy na Felin i jadące Głęboką, trolejbusowy batyskaf. J. pisze, a ona się na tym zna, że to same najnowsze zakupy ze świeżej perspektywy. Taka reklama. Ale mi najbliższy jest jednak kiosk, w którym Kacper (Andrzej Chyra) kupuje banany, ten na rogu Racławickich i Łopacińskiego. Jeszcze go pamiętam, gdy Łopacińskiego była deptakiem a ja mieszkałem w Lu. i nie mogło być inaczej. I widok z Czwartku jeszcze, najlepszy widok w Lu. (nikt kościółka św. Mikołaja, co go według legend fundował Mieszko, nie pozbawił kasztanowców, ale to niestety, pewnie kwestia czasu).

Choć oparty na prawdziwej historii, „Carte Blanche” jest filmem dosyć standardowym, niemniej bardzo poprawnie zrobionym i niepopadającym w patos. Zarówno motyw postępującej choroby, kalectwa bohatera, jak i motyw relacji nauczyciel-młodzież, poprowadzone są zgodnie ze wszystkimi filmowymi prawidłami (to jest np. trudny uczeń, klasowe referendum). Dobre rzemiosło, ale dla mnie ten film jest nie o tym.

„Carte Blanche” to opowieść o lubelskości, która podobnie jak choroba siatkówki, dotykająca Kacpra, jest dziedziczna, memy to czy geny, i nieuleczalna. Nawet jak mieszkasz już w Wa. pojawia się bez ostrzeżenia. Nie ma nadziei – mówi stary doktor (a starym doktorem jest jak zwykle Pszoniak), a te słowa są w Lu. ciągle powtarzane i medytowane. Tak wiele lubelskości jest w tych bohaterach, w ich dojeżdżaniu do Wa., w ich łażeniu po ruinach odlewni na przedmieściach, w ich płaczu, że nigdy nie będzie lepiej i sobie nie poradzisz, i lepiej idź na rentę, poddaj się, bo się nie uda. Nie wiem jak osiągnął to reżyser, ale to jest naprawdę film o Lu. a nie żadna fikcja. Jak się na lubelskość cierpi, to się o tym wie. Wiktor (Arkadiusz Jakubik) dobrze to cierpienie potrafi pokazać: czysta lubelskość i czysta lubelska zarazem.

Tylko główny bohater lubelskości nie ulega. Z wysokości ostatniego piętra kamienicy na rogu Chopina i Lipowej (ależ tam musiał być potworny hałas), coraz gorzej dostrzega miasto, po którym krążą trolejbusy (a on krąży w nich nieco nielogicznie, ale tym razem nie czepię się geografii). Jakby utrata przez niego wzroku nie tylko wiązała się z poprawą słuchu, ale jeszcze z wyleczeniem z lubelskiego Weltschmerzu.

Słowa klucze: teleskop, kwitnące kasztany, osiemnastoletnia whisky, seks na plaży (ciekawe ile wejść wygeneruje ten klucz?)

(3,0/4,0)

Dodaj komentarz