Dziennik na skraju

Nie wiem czemu, ale sklep z meblami na skraju miasta kojarzy mi się z przemijaniem. Siedzimy nad szwedzkimi klopsikami (klopsiki, taka synekdocha), za oknem samochodów jak mrówków i A. pyta, dlaczego jestem nieswój. A ja, przełykam kęs, nie potrafię odpowiedzieć. Para staruszków kończy obiad w milczeniu. Rejwach wokół bezustanny, płacz dziecka. Pamiętasz – pytam A., jak w naszych heroicznych czasach – przyjeżdżaliśmy tutaj sto dziewięćdziesiąt albo sto dwanaście a potem taszczyliśmy te stoliki, dywaniki, ramki, wazoniki, jeszcze na Saską albo tu?

Całe życie w tym sklepie, poczynając od kołyski (znowu synekdocha). Magazyn rzeczy, które pozostaną, kiedy wyniosą się ludzie. Kiedy my się wyniesiemy (21.02.2015).

Dodaj komentarz