Dziennik astronomiczny

Dawno nie widziałem czegoś tak ładnego na niebie. Ale ja do zjawisk astronomicznych szczęścia nie mam, a do astrologicznych to już w ogóle. Zawsze jakieś zachmurzenie albo widok nie z tego okna.

Idziemy dziś przez to nowe osiedle, które jest brzydkie, ale na którym A. ma fryzjerkę i od tej fryzjerki właśnie wracamy a przed nami nisko wisi sierp, z tej akurat strony, gdzie jeszcze bloków nie ma, a drzew już nie ma, bo wycięli, żeby postawić bloki. Nad tym sierpem, który tak błyszczy, że reszta jest szara i okrągła, ale po przekątnej, wiszą nad sobą dwie planety, stwierdzam uczenie, choć z wyglądu to one są gwiazdy, nie planety. Patrz, mówię do A., jak to ładnie wygląda i wcale nie wiedziałem, że mam wpatrywać się w niebo o szóstej po południu. Taka niespodzianka, mówi A.

Natrafić przypadkiem na Księżyc, Marsa i Wenus między Przasnyską a Rydygiera jest to jakiś przyczynek do zapisywania (20.02.2015).

Dodaj komentarz