
Dużo brzydkiego powiedziała A. w tramwaju, kiedy wyszliśmy, że żenujące, że tragedia i że dno. Nie spodobało się A., bardzo się nie spodobało. A autorowi bloga się spodobało. Bo ktoś sobie zamarzył, żeby zrealizować skandynawską komedię (jak „Do ciebie, człowieku”) i nawet zaprosił Skandynawa do zdjęć. Powstał film ascetyczny: każde właściwie ujęcie jest w nim jak niezła fotografia – piony i poziomy, zestawienia odcieni.
„Kebab i horoskop” to film absurdalny z nagromadzeniem scen, które same z siebie nie są zabawne, ale razem tworzą surrealistyczną całość. Nawet skądś pojawia się w nim Japończyk, który chce popełnić samobójstwo. No i mój ulubiony Janusz Michałowski zajadający szprotki z cukrem. Świetnie igra też ten film z nowomową (inaczej nazywaną bełkotem) używaną dzisiaj powszechnie: od projektodawców wykorzystujących unijne pieniądze poprzez szkoleniowców od wszystkiego po urzędników, takich jak autor bloga, który również implementuje strategie (cokolwiek by to miało oznaczać), abrakadabra.
A w stukaniu łupin kokosa, naśladującym tętent kopyt, chyba każdy szanujący się fan absurdu rozpozna hołd dla „Monty Pythona”.
Słowa klucze: złote rybki, klej, piłka nożna
(1,0/2,5/S.: 2,0)
