Hala, poranek
Wiosna idzie, powiedziała S., która niosła śledzie. Pogoda naprawdę się zrobiła, dodała A. niosąca jajka kategorii jeden. Autor bloga nic nie powiedział, niósł warzywa, zaskoczyło go z nagła stado dmuchanych serc.
Muzeum, popołudnie

Po raz kolejny. Nieprzyzwoite jest potem opisywać zupełnie zwyczajnie.
Restauracja, wieczór
Kiedy wreszcie sobie pójdą. Spóźnię się, piszę esemesa. Może wyłącz muzykę, to wstaną. Nie, nic z tego. Ile można siedzieć po zjedzeniu pizzy i wypiciu piwa. Zanieś im rachunek, może. A ci, czego o jedenastej chcą, widzą, że już nieczynne, tylko ludzie jeszcze. Mam tego dość. Czy coś jeszcze państwo sobie ży-CZ-ą? Popie….iło ich?
(Tyle można wyczytać z twarzy. Męczeństwo walentynkowych kelnerów).
Plac pod hotelem, noc
Taki kontekst, że pewnie zakochani, objęci, krok tanga lub poloneza. Mężczyźni pod narodowym bankiem. Może jednak tylko w sztok pijani. Ta dziwna para przed północą a pałac świeci sercem na czerwonym tle, a pogoda pachnie papą, bo spalili mosty. Krawężniki sięgają nieba, więc nie da się po prostu prosto (14.02.2015).
