Dzwoni P., chodź, coś zobaczysz, prędko. Zbiegam więc z drugiego na pierwsze, po dwa schodki, pozostawiając niewystygłą kawę i niedogryziony rogalik. Rzeczywiście, stoimy z P. w oknie, nadziwić się nie możemy. Od Józefa gęstnieją i wypływają dziesiątkami, a może i setkami, według habitów i osłonek przy świecach, siostry. A ci, co twierdzą, że maszerujące zakonnice przypominają pingwiny, wcale się nie mylą, to Wam powiem, choć brak śniegu w Gromniczną, a skwer Hoovera wcale nie lądolód.
Więc kiedy wreszcie wychodzę z urzędu, a nad tym skwerem Hoovera wysoko, ale znowuż nie tak wysoko, przelatuje potężny odrzutowiec, bardziej szary niż habity, to usiłuję sobie wyobrazić, że to nie wojna, tylko coś zupełnie innego, może nawet ekspedycja polarna (02.02.2015).
