Dziennik. Porządki albo koniec świata

Metrem wracamy z kina. Śnieg, który miał zwiastować zimę i zimowe przyjemności znika, nie zostawiając nawet mokrych plam. Ciągle piszesz o tym serniku, mówi A. i wygląda na niezadowoloną, że zdradzam sekrety cukierni. Postaram się już nie, naprawdę. Obiecywałem przecież wczoraj. Mniej o nas, toteż przyglądam się innym. Lepiej?

Ta kobieta obok dyskretnie porządkuje życie. Poleceniem usuń dzieli na zbawionych oraz potępionych. Gdyby to była nasza mała apokalipsa pewnie trzymałaby memlingową wagę, a tymczasem to tylko kontakty z telefonu. Mało jest wybieranych. Do Dworca Gdańskiego wszyscy spadną w przepaść.

Po złych książkach źle piszę (26.01.2015).

Dodaj komentarz