Czekając na A. w kawiarni, nie mogę się skupić:
mieszam mleko z kawą z zawrotną prędkością,
podglądam kandelabry za oknem,
podsłuchuję jazgot miasta za drzwiami,
czytam po dwie strony zamiast po więcej,
rozmyślam o szwedzkich bułeczkach z kardamonem,
piszę do Jo. o tych bułeczkach i do R. o Kaliszu.
Dzisiaj tak niespodzianie pochmurny poranek zamienił się w pochmurny zmierzch. Wyobrażam więc sobie, że jestem sam w takim dużym mieście a wtedy naprawdę nie mogę się doczekać.
