Dziennik spomiędzy miast

1.

Na moje miasto opadł kiedyś radioaktywny opad. Pamiętam dobrze nagły deszcz przy sklepie meblowym, tym na rogu Szopena i Karłowicza. Przypominam sobie, bo dzisiaj niskie chmury, niskie ciśnienie, niski nastrój. Wpatruję się w już nie mój sufit i tęsknię za nie moim miastem.

2.

Tu jest milion rzeczy – twierdzi A. Wyobrażam sobie, że martwe atakują żywych, napierają ze wszystkich pokojów, duszą mnie poduszki. Wiążą cię przedmioty, nie wypuszczają z mieszkania. Spośród rzeczy nie boję się już tylko książek.

3.

Ciągnie się za nami szarość i zmierzch. Takie fotogeniczne światło na Wyżynie. Mgła unosi się nad Wieprzem, kiedy ją opuszczamy. Ciągnie się za nami smutek i deszcz. A może szczęśliwym można być w Garwolinie?

4.

Leje, więc układamy inwokacje, stojąc na czerwonym przy Szembeka:

Grochowska1 o zmierzchu!
Grochowska po ciemku!
Grochowska jesienią!
Grochowska, szeregu lamp!

Potem urywa się chmura.

_____

1 Z pewnym zdziwieniem odnotowałem, że wołacz przymiotników jest taki sam jak ich mianownik, co spowodowało, że „Grochowska” utraciła piękne „o” na końcu.

Dodaj komentarz