Rzecz działa się na parapecie okna w salonie, tego z widokiem na byłą akację. Mucha upadając w konwulsjach pod wpływem preparatu do zabijania much, wpadła w pajęcze sieci. Ucieszył się ich właściciel, zaklaskał wszystkimi ośmioma odnóżami, szczękoczułkami zaszczękał. Mucha nic nie mówiła, bo była w agonii. Wirowała po raz ostatni: im słabiej bzyczała, tym bardziej radował się pająk.
O, pochopny! Nie wiedział, że za doniczką czyha już rura odkurzacza. Przedwcześnie szykował się do konsumpcji. Pamiętajcie: radość łatwo przeradza się w smutek. I tutaj tak było: nagły świst wciągnął ich do środka: jego i obok martwą muchę, także sieci, paprochy i kawałki liści.
(Tak sobie opowiadam, aby umilić odkurzanie.)
