Lily Koppel, Żony astronautów, Znak 2014

Kosmos wyzwał. Nawet myślałem kiedyś, że fajne byłyby badania antropologiczne dotyczące tego, co myśleli np. Polacy, gdy pierwszy człowiek pojawiał się w kosmosie albo gdy stanął na Księżycu, a zwłaszcza jak to wpływało na ich wierzenia religijne. W końcu geografia Nieba wykluczała latanie w nim Gagarina.

„Żony astronautów” nie odpowiadają na powyższe pytania badawcze, choć ich narracja jest ciekawa (niestety również bardzo nierówna w obdarzaniu zainteresowaniem poszczególnych bohaterek). Napisana w stylu patetyczno-cukierkowym, tak jak wymaga tego amerykańska konwencja stosowana w tamtejszej literaturze faktu. Pokazuje historię zupełnie pomijaną: co porabiają żony, których mężowie właśnie znajdują się na Księżycu (wtedy jeszcze nie odkryto, że żony są z Wenus, a mężowie z Marsa). Styl pisania wyklucza wyczerpanie tematu, ale z pewnością książka Koppel jest interesującym obrazkiem z obyczajowości w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Zresztą oglądając barwną fotografię z magazynu „Life” od razu pomyślałem o „Filipinkach” i książce im poświęconej1 (w dodatku obie są prezentem od A.!)

Dla odmiany „Żony astronautów” to coś optymistycznego, z tym, że skala nastrojów autora bloga jest niezbyt zrównoważona, stąd mój ich odbiór może być mylący.

______

1 O tej książce pisałem tutaj.

Dodaj komentarz