Jest tysiąc i jeden sposobów, żeby umrzeć. Wie o tym cudownie ocalony hipochondryk, a więc przez parę godzin zdoła przeanalizować je wszystkie.
A potem pójdą na Saską Kępę i wszystko będzie bardzo piękne. Słonecznie, spódnicznie i lirycznie. Albowiem cudownie ocalony, już po raz kolejny, hipochondryk staje się bardzo liryczny. Ba, nawet jego samochód, staje się liryczny. I piwonie w pokoju też.
(Wiem, rozpisywanie się o swoich zdrowotnych fobiach nie najlepiej świadczy o mnie.)
