(Wpis na koniec ciszy wyborczej)
Bardzo długo nie docierało do mnie, że mamy jakieś wybory. Właściwie to pewnego dnia, w metrze, przyszło mi do głowy, że są mi one doskonale obojętne, podobnie jak oni są mi doskonale obojętni. Oni: ten premier, ów premier, takie kukiełki: mogą sobie obiecywać, biadolić, atakować: ich historia jest zupełnie nieważna. Wymieńcie kanclerzy koronnych z XVIII wieku? A może poszczególnych premierów naszego dwudziestolecia? Wina Krasowskiego, że tak na to patrzę, jego wina, jego bardzo wielka wina1.
Z całej kampanii dotarły do mnie fragmenty kabaretów. Właściwie to, że nie są to kabarety, dotarło do mnie później. Minister, którego lubiłem, wyskakiwał z krzaków, paru innych też spastykowało2. A ja bardzo nie lubię być traktowanym jak idiota. A jak już szef rządu (jestem apolityczny, więc nie powiem, który szef rządu) usiłuje traktować mnie w ten sposób, to sobie myślę, że zrobię mu na złość.
No to zrobiłem. Zagłosowałem na złość. Dziś jest niedziela, więc ja spastykuję.
______
1 O tym dlaczego Krasowski jest winny mojej politycznej obojętności pisałem tutaj.
2 Słowo „spastykować” odsyła do „Idiotów” Larsa von Triera.
