Maszyna mojego ciała nie obędzie się będzie bez proszków. Babcia brała proszki z krzyżykiem i pomagało. Ale ja się boję proszków, lekarzy i krzyżyków. Jak byłem mały to się nawet aptek bałem. Zresztą proszki muszę regularnie i jeszcze aparat. A aparatów też się boję. Taka ta maszyna robi się poświatowska. (Zapisałem to zanim się dowiedziałem o biografii Poświatowskiej, zapisałem, bo mi pasowało do strachu i ciśnienia tętniczego).
–
Kłócą się obie panie w rejestracji, tak że nie mogę skupić się na książce. Jedna mówi: ja zawsze wypożyczam, po co mają miejsce zajmować, po prostu idę do biblioteki. Druga na to: ja od dzieciństwa kupuję. Mam taką witrynkę na filiżanki i – zamiast nich – tam trzymam.
–
Budzi ich dźwięk dziwnego ptaka. Budzą się oboje o wpół do szóstej i A. pyta: słyszysz? On słyszy, ale potem ptak chyba odlatuje. Oni zostają i nasłuchują.
