Dziennik (19/05/14)

W cudowny sposób ocalony hipochondryk wsiada z żoną do autobusu. Mówi jej o transsubstancji i konsubstancji. Patrzą na nich jak na wariatów, nawet ta para z tyłu się ucisza, wzrokiem ich odprowadzi aż na trawnik.

To teraz rozmawiają o „Nowym wspaniałym świecie”, który właśnie skończył, a żona tydzień temu albo dwa. Że szczęście nie jest wartością najwyższą a u nas też już jest, że ważny jest ludzki dramat. Tylko w tym dramacie człowiek jest wolny. Że zamiast somy mamy konsumpcję. Że już książek nie trzeba zamykać w sejfach, bo i tak nie czytają. I że religia jest traktowana jako zagrożenie dla konsumpcyjnego i nieograniczającego się społeczeństwa1.

Dochodzą do wniosków, że to wszystko bardzo straszne. Dobrze, że trzeba podlać kwiaty, usiąść razem nad herbatą.

_____

1 O zmianach społecznych, które wyglądają jak z „Nowego wspaniałego świata” pisałem często m.in. tutaj, tutaj i tutaj.

Dodaj komentarz