Dz.U. Pictures presents „Obietnica”

(źródło: film.interia.pl)

Ambitne kino nie musi oznaczać snujących się, długich ujęć takich np. że ktoś idzie ulicą, długo nią idzie; ani zbliżeń na twarz i zatrzymywania tej twarzy w kadrze; ani – wreszcie – kręcenia z ręki, choć to taka dogma. 

To wszystko powyżej nie znaczy, że „Obietnica” jest złym filmem. Może jedynie za ambitnym? Bo scenariusz ma świetny, psychologię bohaterów przekonującą, podobnież grę aktorską, zarówno u gwiazd jak Chyra, jak i u debiutantów jak Eliza Rycembel grająca główną bohaterkę. W porównaniu z takimi rodzimymi „dziełami” jak „Bejbi blues” albo „Ki”, „Obietnica” jest świetna. Zresztą również w porównaniu z kinem – nazwijmy je młodzieżowym – z innych krajów, wypada bardzo dobrze. 

Jest to film o miłości, która nam, dorosłym (piszę to słowo z drżeniem klawiatury) wydaje się niemiłością. Bo trochę – mówi A. – już zapomnieliśmy, jacy byliśmy radykalni w sądach, a trochę – dodaję – bo nie rozumiemy, na czym polega bycie nastolatkiem dzisiaj, w świecie krótkich wiadomości. Czy najprostszym wyrazem bliskości jest rzeczywiście „pokazać cycki na skypie”? Zresztą dorośli w tym filmie też się gubią i uciekają na skype’a. Nie jesteście silni – oskarży ich główna bohaterka i ma całkowitą rację: są tchórzami.

Wcale jej nie żałowałam – mówi A. na przystanku. Ja jego też nie – dopowiadam.

(Nie mogę nie dodać, że jedną z głównych ról w filmie zagrała komórka samsunga taka sama jak moja).

Słowa klucze: siatka z napisem „Berlin”, ząb, soczek w kartoniku

(3,5/3,0)

Dodaj komentarz