Dz.U. Pictures presents „Anioł śmierci”

(źródło: http://www.slate.fr. Tamtejsza recenzja nosi ciekawy tytuł „Lolita wśród nazistów”)

Niepokojąca jest sytuacja na polskim rynku kinowym. Dobrych filmów spoza Stanów Zjednoczonych i Polski wchodzi coraz mniej. Jeśli się pojawiają, to kina proponują je o zabójczych godzinach (np. trzynastej). Jak nie, to trzeba albo w sobotę rano („Matterhorn” o 11.30), albo późnym wieczorem. „Anioł śmierci” był np. o 21, to znaczy w domu jesteś po 23.

Oglądając układałem nawet tytuły możliwych recenzji, np. „Pippi Langstrumpf i doktor Mengele” (w roli Pippi: Florencia Bado, świetna). Później skupiłem się na wizualnej metaforze, obecnej w tym filmie: fabryka lalek jako odbicie Auschwitz. Sceny w niej są naprawdę porażające: te manekiny, nagie części, stosy głów i rąk, piece z żelaznymi rusztami: pomiędzy nimi kroczy Niemiec w czarnych rękawiczkach (jeśli poczytać o Mengele, to on ze zdjęć i on w wykonaniu Alexa Brendemühla wyglądają tak samo).

Przerażająca jest ta opowieść o małym argentyńskim miasteczku, przyczółku nazistów, który trwa, mimo że od wojny minęło już piętnaście lat. Napięcie cały czas. W tle Andy.

Słowa klucze: cukier, hydroplan, krew

(4,5/4,0)

Dodaj komentarz