Ostatnią rzeczą, której chciałem, było wstać, więc kiedy w tej pełzającej szarzyźnie dotarłem pod pałac, telefon mnie tylko zdenerwował. Koniec, bomba, ósma trzydzieści, urzędnicy wychodzą z pracy. Kapało. Telefon zamókł, książka zamokła, dobrze, że dają rano kawę ewakuowanym, uchodźcom z urzędów, bo inaczej mokro i źle wracałby do mieszkania.
Umył nawet lodówkę, wzeszło słońce, wyniósł z domu rzeczy popakowane w torby. Zaczął ewakuować narastające przedmioty.
