Dz.U. Pictures presents „Pod Mocnym Aniołem”

Było ich w moim dzieciństwie dwóch. Pierwszy mieszkał naprzeciw windy na naszym piętrze. Mój nos zapamiętał odór wielodniowego denaturatowego potu, który unosił się w tym miejscu klatki, przeplatając się z zapachem smażonej cebuli. W przeciwieństwie do innych sąsiadów, pijaka nie widziałem nigdy, nasze drogi nie przecinały się, a jeśli już to tylko natrafiałem na jego ślady: wymiociny w windzie, kałuże moczu, zapach cebuli. Raz przyszedł po sól. Stał za drzwiami, wzmocnionymi blachą, po drugiej stronie których czuwała babcia. – Nie mamy soli – odpowiedziała twardo. A głos za drzwiami stęknął i zaczął walić w drzwi kolejnego sąsiada (ten akurat był wysoko postawionym świadkiem Jehowy, który dwa razy do roku przywoził nam kawę i holenderskie kakao „za sprzątanie klatki” oraz wręczał zaproszenia na kolejne spotkanie na stadionie. To wszystko oznacza, że soli też tam nie dostał, bo sąsiada nie było.) Potem zmarł. Chyba w swoim mieszkaniu. Pan Stasio to co innego. Pan Stasio był sąsiadem babci w R. i co roku nie pił w sierpniu, w Adwencie i na Wielki Post. Poza tym jego życie toczyło się od jednego do drugiego cugu. Ale pan Stasio był pijakiem oswojonym: zawsze mile się uśmiechał, w chwilach trzeźwości mył podłogę na klatce i nosił feretrony na rezurekcji. Historia pana Stasia kończy się dobrze: odszedł od żony i przestał pić. Na klatce u babci w R. pojawiło się za to małżeństwo S., które piło bez przerwy przez kolejne lata.

Film Smarzowskiego jak zawsze celny, jak zawsze naturalistyczny. Pisała mi ostatnio J., że kino przestało być sztuką, że zamiast metafor, pokazuje całą obrzydliwość. Tutaj cała obrzydliwość spotęgowana. Są wymiociny, mocz i kał.

I chyba wolę książkę. Opowieść Pilcha jest lekturą deliryczną, ale pozbawioną tego naturalizmu, który kamera obserwuje uparcie. Nie, to nie jest zły film, ja po prostu nie chcę go nigdy więcej oglądać.

Jest jeszcze coś: powieść dzieje się w Wa., koło ronda ONZ. To bezduszne miasto jest dla mnie jednym z bohaterów. Akcja filmu toczy się w Krakowie i sportretowany bar na rogu Małej oraz Felicjanek czyni całą opowieść jakąś taką kieszonkową, prowincjonalną, baśniową.

Słowa klucze: płonąca choinka, pranie, winda

(3,0/3,0)

Dodaj komentarz