Publicystyka (04/01/14)

Wstydzili się po prostu. Lepiej się czyta niż słucha. A tutaj stali w kościele i wstydzili się własnych biskupów.

Biskupi tymczasem tkwili na tratwie i sytuacja wydawała się nieciekawa. Z każdą chwilą ląd, na którym pozostawali wierni oddalał się bardziej i bardziej, i lada chwila nie będą mogli jedni zobaczyć drugich, nawet przez dobrą marynarską lunetę. Wznosili pięści nie modły i może dlatego tak ich zniosło.

Wszystko przez papieża – zapewne mruknął któryś, usiłując wypatrzeć znikający za horyzontem ląd.

Odczytuję list biskupów jako list rozpaczliwy, próbę podrzucenia wiernym paru nowych lęków, które – na krótką metę, ale zawsze – na nowo przyciągną owych przestraszonych do hierarchicznego Kościoła. Dlatego pisząc o gender, biskupi wrzucają do listu cały wachlarz wyimaginowanych zagrożeń: od transseksualizmu po masturbację. (Aż chciałoby się zaapelować: wyjdźcie wreszcie z łóżka.)

Jest to działanie krótkowzroczne. Biskupi piszą tak, jakby żyli w próżni, nie zauważając, że świat się zmienił w ciągu ostatnich dziesięcioleci, że zmiany gospodarcze pociągają za sobą zmiany społeczne i kulturowe. I że jest to – zauważa to Franciszek – istniejące wyzwanie duszpasterskie, a nie powód do walki, strachu i rzucania oskarżeń.

W przeciwieństwie do wielu krytyków listu biskupów, widzę silną ideologizację pojęcia gender. Wydaje mi się, że bezkrytyczne przyjmowanie determinizmu kulturowego, jeśli chodzi o płeć, jest błędne a winni jemu są – jak zwykle – antropolodzy, którzy lubują się w metateoriach w prosty sposób wyjaśniających świat. Łatwo zauważyć, że w dyskusji publicznej po stronie przeciwnej do biskupów stają również ideolodzy, których poziom zrozumienia dla cudzych poglądów nie jest szczególnie wysoki (por. casus Katarzyny Bratkowskiej).

O wiele większym zagrożeniem dzisiaj jest uprzedmiotowienie człowieka (bez względu na jego gender czy sex) poprzez konsumpcję. Biskupi nie potrafią dostrzec rzeczywistego problemu, skupiając się na tematach prostszych i bardziej medialnych, nie biorąc pod uwagę, że swoim listem wykluczają z Kościoła sporą grupę osób: ciągle piętnowane dzieci poczęte in vitro i ich rodziców, osoby o innej orientacji seksualnej, wreszcie żyjące w związkach niesakramentalnych. Nie wiem, czy nie zdają sobie sprawy, że ten wstyd, który czujemy słuchając ich listu, to wstyd z tego powodu, że robią zupełnie coś przeciwnego niż Chrystus. Stają przy ołtarzu i dziękują Bogu, że nie są jako ten celnik, podnoszą kamienie, żeby rzucić w jawnogrzesznicę.

Po raz kolejny powtórzę: umknęła im wiara, umknęła im rzeczywistość.

Wstydzili się kiedy przeczytali, kim był ten ksiądz, co w różowo-amaliowym kościele mówił posępne kazanie. Skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata za grożenie osobom zeznającym w tzw. sprawie tylawskiej. Nadal proboszcz. Wstyd dojmujący. Próbowali sobie wyobrazić jak czytał list biskupów i zebrało im się na wymioty.

Dodaj komentarz