Jedno jest pewne: wszyscy Kanadyjczycy lato spędzają w drewnianych domkach nad jeziorem lub morzem. Dzieliłem to przekonanie już wcześniej, ale zbiór opowiadań Alice Munro utwierdza mnie w tym całkowicie.
Tak, czytam Alice Munro, bo dostała Nobla a przekonała mnie do tego zachwycająca się opowiadaniami A. Zwykle nie czytam znanych, bo są znani, ale wydobycie z A. zachwytu świadczy o wielkiej klasie autora (podobnież jak reżysera). Oczywiście A. czyta Munro na swój sposób, co powoduje, że różnimy się w ocenach postępowania jej bohaterek.
Talent narracyjny Munro godny jest Nobla, ale docenić trzeba również giętkość i bogactwo przekładu. Sporo jest fraz, które chce się jeszcze raz po cichu powtarzać, słuchając jak dźwięczą. Bardzo są te opowiadania obrazowe: płonące włosy i welon Karin wciąż sobie wyobrażam, podobnie jak gabinet doktora, w którym pomaga była narzeczona R., jego córka.
Temat: zapamiętywanie. Autorkę wyraźnie ciekawi, co zapamiętuje dziecko. W opowiadaniach wraca do sposobu kształtowania pamięci: Enid stara się zapewnić dzieciom wspaniałe wspomnienia z pamiętnego dnia, Daisy pamięta podróż a narracja ostatniego opowiadania opiera się na przeżyciach niemowlęcia.
(W prawdziwej recenzji byłoby napisane jeszcze, że to proza kobieca i że różni się do męskiej. Ale boję się, że popadnę znowu w jakieś okołogenderowe rozważania, więc o tym nie wspomnę.)
Ciekawe, czy to możliwe, abym czwartego stycznia skończył czytać najlepszą książkę w tym roku?
