Dziennik (16/11/13)

(rano)

W chłodny poranek, gdy latte unosi się nad miastem, suniemy obwodnicą, zwiedzamy stacje benzynowe, jemy na nich hot dogi i pijemy kawę. Dziwią się panie w firmowych koszulkach, że potrafimy je odnaleźć pomiędzy Garażową a Magazynową, tam, gdzie myjnie i wulkanizacje.

Dziwią się jeszcze bardziej: przecież ósmej nie ma. O tej porze w sobotę?
Nic nie odpowiadamy, rozkoszujemy się temperaturą powyżej zera i wdychamy benzynę.

(popołudnie)

„Sto dwadzieścia dwa: jednemu się udało usiąść, drugi klęczy w drzwiach. Zalani i radośni. Kobieta usiłuje doradzić jak wstać. – Da se radę! – krzyczy siedzący. – Ale pani kochana! – dodaje.”

Dodaj komentarz