Dziennik. Antyfona

o clemens
o pia
o dulcis

Czarne żagle. Wiatr z południowego zachodu. Czarne garnitury. Wieńce, wieńce. Nie da się dalej ukryć, nie da nie czuć. Przez pełen parking maszerują. Nie da się wierzyć.

Jadę autobusem w góry. Jemy pizzę przy świętej Annie, zaraz zejdziemy, żeby jechać do zoo. Banany w czekoladzie robię w kuchni. W sadzie otwiera drzwi. Jest kot z wygryzionym wnętrzem. Dojeżdża autobus do Nowego Sącza. Idziemy po łąkach, których też już nie ma. Co tydzień zasiadam przed komputerem z zielonymi literami, odpisuję na listy. Jestem gdzieś w połowie: po końcu tamtej historii, przed początkiem tej. Nikt nie zrozumie. (Chyba z U. dzielimy najwięcej wspomnień. Dobrze, że jest obok).

Jemy pizzę w czarnych garniturach. Wypróbowujemy wielkie słowa ze słowniczków, a tu nie ma słów. Niewypowiedziana jest żałoba, która tkwi w pamięci. Nie da się dalej ukryć, nie da nie czuć. Nie da od niej uciec.

o clemens
o pia
o dulcis

Dodaj komentarz