Dziennik (28/05/13)

Reszta jest na papierze, czyli jest naprawdę:

Kiedy byliśmy młodsi pisaliśmy listy. Musiałeś pamiętać na początku zdania, co chciałeś napisać na jego końcu. Inaczej zdanie urywało się w próżni albo zmuszało ciebie do im-pro-wi-za-cji. Nie można było czegoś napisać, a potem się rozmyślić. Atrament wsiąkał w papier. I inne ruchy ręki. Literki powstawały okrągło a nie pod opuszkami. Dziwne to były czasy.

Nie myli mnie pamięć listów miłosnych w pudełku po czekoladkach albo listów od taty z kraju, którego już nie ma: długich łańcuszków na seledynowej papeterii.

Straszne nic po nas zostanie bez tych pudełek i papeterii…


Dodaj komentarz