Naturalną konsekwencją przeczytania „Rozmów na koniec wieku” była lektura „Rozmów na nowy wiek”. Odkładałem ją jakoś. Bohaterowie mniej znani?
Inny jest kontekst rozmów. Początkowe toczą się wokół Jedwabnego, przeszłości, która nagle dosięga Polaków. Ale nie znajduję w nich wielkich odpowiedzi. Wyróżnia się kilka wywiadów: Maria Janion o duszy pożartej przez kulturę masową, biskup Dembowski o wierze niewierzących. Obok nich, wypowiedzi, które głównie świadczą o przerośniętym ego rozmówców Pendereckiego czy Zanussiego.
Prawdziwym zaskoczeniem są dwie rozmowy. Wiesław Juszczak opowiadający o sztuce: korzenie religijne w kulturze europejskiej zostały podcięte i dalej: dziś wszystko, co artysta robi, ma być zaakceptowane, ponieważ to on jest panem sztuki. A to nieprawda. Pięknie to współgrało z wczorajszą audycją radiową, w której filozofka Ewa Majewska opowiadała o tym, że wszystko wolno, że należy łamać tabu, a już najwspanialej przekracza się tabu wieszając na krzyżu genitalia. Pani się zresztą pochwaliła, że zrobiła performans taki jak Pussy Riot, ale go jeszcze nie ujawniła. Brawo, brawo, jakie to postępowe!
Druga ważna rozmowa, z Małgorzatą Dziewulską, dotyczyła edukacji. Zadziwiające, że w 2001 roku mówi ona to do czego doszły tęgie umysły po dziesięciu latach klęski edukacyjnej w naszym kraju (klęska klęską, ale świetnie wypadamy w badaniach). Zwolennikom łatwości edukacyjnej warto zadedykować te mądre słowa: Kultura musi kosztować, potrzebuje mozołu, nie ma wartości bez wysiłku i dyscypliny (…) Eliot w latach trzydziestych zajadle bronił nauczania języków klasycznych. Uważał, że bez przymusu uczenia się tego, na co nie mamy ochoty, nie może być mowy o edukacji. Ważniejsze jednak, że fajne mamy wskaźniki magistrów, wśród których brylują ci, co nie przeczytali żadnej książki w życiu.
„Rozmowy po pierwszej dekadzie” byłyby czymś dużo smutniejszym. Wiedzieliśmy, że na początku nowego wieku możemy wybrać złą drogę i świadomie na nią wkroczyliśmy. Całe szczęście profesor Środa mogłaby w tym nowym tomie pokazać, że idzie ku lepszemu, bo coraz mniej wierzących.
