Przybiegli na plac zabaw. Zrzucili plecaki. Usiedli na huśtawce.
O dziesięć lat za duzi, patrzyli sobie w oczy. Próbowali unieść się w powietrze.
Pierwsza miłość. Równie dobrze: pierwsze rozstanie.
Obserwowałem ich z okna kuchni, krojąc cebulę: ze wzruszeniem.
Jakby teraz już nic nie miało się wydarzyć, jakby zaraz miało stać się wszystko.
