Dz.U. Pictures presents „Wszyscy w naszej rodzinie”

(źródło: fdb.pl)

Okoliczności: zły wieczór. W kinie P. tłum, bo bilety po siedem złotych. Siedzą więc wszędzie od góry do dołu, siedzą i patrzą.

Film: Wszyscy bardzo kochają Sophię. Właśnie wróciła z mamą i ojczymem z Chalkidiki, a tata postanawia ją zabrać nad Morze Czarne. Wszyscy tak bardzo ją kochają, że oczy by sobie wydrapali. Wraz z upływem czasu Sophia wydaje się coraz mniej istotna. Spirala się nakręca, wszyscy wywlekają swoje żale i emocje (Pamiętaj, mama to wredna k..wa – jak poucza tata.)

Przez prawie dziewięćdziesiąt minut akcja rozgrywa się w jednym mieszkaniu (zresztą o bardzo ciekawym rozkładzie pomieszczeń, ładne bukaresztańskie stare budownictwo) i początkowo błaha sytuacja staje się sytuacją bez wyjścia.

Może to przez to, że ojciec jest życiowym nieudacznikiem i pantoflarzem, który choć w separacji (po rozwodzie?) nadal żyje pod pantoflem żony? Może dlatego, że ona jest intrygantką i manipulantką, która nie respektuje sądowych nakazów i prowadzi własną egocentryczną politykę?

Skojarzył mi się z „Rzezią” Polańskiego, ale od „Rzezi” był lepszy. Mniej wysmakowany, bardziej realistycznie brutalny. Dobra kinowa psychodrama.

Słowa klucze: różowa ośmiornica, cygański pogrzeb (na zdjęciu Sophia z tatą właśnie się jemu przygląda), protezy zębów, kakao, Kocham cię, foczko!

Ocena: 4,0/4,0

Dodaj komentarz