Publicystyka (12/03/13)

Jan Lebenstein w „Rozmowach” mówi (postawiłem na marginesie wykrzyknik): Sztuka bardzo rzadko bywa sakralna i dlatego jest taka słaba. Jest słaba, bo jest jednowarstwowa.

Zmusiłem się do obejrzenia kabaretu. Uczucia religijne? Nie, poczucie smaku. Rechot, który się podoba, bo mówi o jelitach. Obrona finezji na nic się zda. Pokazać, że nie ma nic wzniosłego. Przypodobać się instynktom z dolnych pięter piramidy Maslowa. Brawo, brawo.

Czytam sporo komentarzy pod artykułami. Ostatnio bardzo wszyscy w tematach religijnych, nawet autor bloga list wysłał i mu opublikowali. List, wpis, wszystko jedno. Z tych komentarzy jad, a tak bym chciał spotkać antyklerykała, z którym można porozmawiać.

Trzeba przyznać, że zaperzenie antyreligijne wynika z zaperzenia religijnego. Nawet nie wiedzą, jedni i drudzy, jak im do siebie blisko: ten sam język służy do obrony, jak i do ataku. Tylko inne argumenty. Nadużywanie wielkich kwantyfikatorów.

W ogóle zza tych kwantyfikatorów nie widać człowieka. Pod sztandarami wielkich kwantyfikatorów inni ludzie nie mają dwóch nóg i siedzenia. (Owszem, pod szczytnymi hasłami wyzwolenia od zabobonu też można zabijać, vide: Meksyk).

Z tych komentarzy jad i nie ma innej możliwości. Próbuję coś odpisać, ale zaraz słyszę, że jestem poj…ny. W zanadrzu Dawkins i Hitchens, a co my biedni chrześcijanie możemy: czy ktoś z nas czyta Orygenesa? (Wydziały do spraw katechizacji kurii i arcykurii powinny spojrzeć na te komentarze i wyznać: ponieśliśmy kompletną klęskę z tą religią w szkole.)

Doszliśmy do momentu, gdy ludzie nie potrzebują absolutu, nie mają potrzeby, żeby spojrzeć w niebo. Będą się rechotać z niesmacznych żartów i opowiadać o rzeczach wzniosłych małymi słowami. Mamy im do zaoferowania świeże cuda Jana Pawła, lecz oni już nie wierzą w cuda. Anty jest trendy.

Po naszym świecie pozostanie ten koszmarny rechot.

1 Comment

Dodaj komentarz