Okoliczności: Tęcza w śniegu. Déjà vu. Ślisko na Marszałkowskiej. Trzeba kawy (na przerwie prawie biegniemy na plac Konstytucji).
„Trzy metry nad niebem”
Ufam, że to autopastisz. Cała sala zresztą pękała ze śmiechu. Księżyc oświetlający tyłek głównego bohatera w trakcie sceny miłosnej na tarasie opustoszałej nadmorskiej willi. Ach, jak oni w zwolnionym tempie zrzucają bieliznę. (Sporo bielizny tutaj: długie ujęcia majtek). Ach, jaka patetyczna muzyka i te ujęcia z lotu helikoptera nad morzem.
Pewnie inaczej ogląda się ten film, mając szesnaście lat. Mniej więcej mendel lat później podziwia się już tylko konwencję. To konwencja tak rozśmiesza: wszystko jest przesłodzone, wyczyszczone z realizmu i umowne. W dość pruderyjnych scenach miłosnych brakuje tylko śpiewu ptaków i tęczy na niebie. Niegrzeczni chłopcy nie sięgają po kokainę, ba nawet nie piją, kiedy prowadzą 160 kilometrów na godzinę.
Bohaterka, Babi, zajmuje drugie miejsce po Ki w rankingu idiotek w mojej historii kina. Akurat w dzień kobiet oglądamy jak marnuje się dorobek paru pokoleń sufrażystek. Jej wybrankiem jest niezrównoważony mięśniak, który dość szybko powinien poddać się terapii, póki nie zdążył kogoś zabić. (Mięśniak jest wrażliwym macho, a prywatnie – jako Mario Casas – obiektem westchnień hiszpańskich nastolatek.)
Sala bawiła się wyśmienicie, chociaż nie wiem, czy o ten rodzaj ubawu chodziło autorom.
Słowa klucze: Sant Adrià de Besòs, budka telefoniczna, czerwony latawiec
Ocena: 2,5/1,5
„Sześć razy Emma”
Drugi film okazał się typowym, to znaczy bardzo dobrym, przykładem kina hiszpańskiego, takiego jakie lubimy. Bez patosu, z emocjami, sprawnie filmowanego, z ładnymi zdjęciami i bez zanudzania. Oczywiście pomysł z grupą terapeutyczną nie był jakoś szczególnie odkrywczy (chociażby „Grubasy”), ale sama fabuła była w sam raz.
Dwie osoby dramatu wymagają szczególnej uwagi. Po pierwsze, tytułowa Emma (nawet autor bloga docenił jej sposób ubierania się). Emma wygląda na zagubioną dziewczynę (która przedstawia się jako osoba, która nie potrafi kochać), a okazuje się być… no właśnie kim? Nie da się powiedzieć, że jest perfidną egoistką, ale może nie da się powiedzieć, bo jej urok urzeka też widza?
Drugą ważną postacią jest Diego. Czy działa z zazdrości? Podejrzewam, że jego pobudki są również inne: jest moralistą. Ma ten rys moralisty, który ciągle w cudzych oczach każe dostrzegać drzazgi. Musi działać, bo wierzy, że ratuje – swoiście pojmowane – wartości, więc nie dba o bilans cudzych strat i korzyści. (Tak mi się Diego wydał znany z dramatów Ibsena).
A. komentuje: A może Diego był po prostu zafascynowany albo zakochany w E.?
Do sprawdzenia: sieć tramwajowa na Wyspach Kanaryjskich.
Słowa klucze: dowcip o ślepym, czapka z misiem, telefon zaufania
Ocena: 4,0/3,5
