Lutowe (odc. 3)

„Grochów” miał być o Grochowie a był o śmierci. (W tle tylko Grochów i po raz kolejny ciągnie mnie w te okolice, co obiecywałem sobie parokrotnie. Prowincja Grochów, powiatowe peryferia).

Nie ma pięknego pisania o śmierci, więc nie napiszę, że piękne są opowiadania Andrzeja Stasiuka. Są jesienne i zamglone, w złą porę czytam.

Opowiada o śmierci w liczbie pojedynczej, o utracie poczucia nieśmiertelności i ten obraz Wólki Węglowej, strasznej w zimową noc z czarnym miastem dudniącym w oddali.

Ale też opowiada o zniknięciu transcendencji. Kilka razy powtarzałem sobie poniższy fragment wczoraj, żeby się upewnić.

Niebawem umrą ostatnie babki, które na własne oczy oglądały świat duchów. Oglądały z wiarą i spokojem, oczywiście z lękiem też. Żywa, istniejąca nadprzyrodzona rzeczywistość odejdzie wraz z nimi. Wyjąwszy rzadkie mistyczne doświadczenie wybranych, będziemy skazani na pełną wysiłku i trudną ufność w istnienie niewiadomego. Gładka wypolerowana powierzchnia codzienności usłużnie podsunie nam nasze własne, płaskie odbicie jako głębię (s. 13).

Fenomenalny fragment. Czyż nie to jest właśnie problemem dzisiejszej ludzkości: nasze własne, płaskie odbicie widzimy jako jedyną głębię?

Dodaj komentarz