1.
Nieustającej nieustannie niepomocy
czytamy odmawiamy
śnieg chrzęść Boże
z drzew aleje cmentarze
przymrozki przygruntowe przy kawie z koniakiem
w oknach miłość*
brniemy naciskamy piętami obcasami zostawiamy
ślady na policzkach paliczkach uliczkach
roztopią znikną umrą
teraz zaraz zawsze.
*żałoba na portrecie kogoś kto kiedyś był młody, w oknie, na parterze, widać, na Anielewicza
2.
Każdy list jest fragmentem nieukończonej powieści. Każda przyjaźń to mały, niewykończony fragment miłości. Każdy wieczór.
3.
Jasnym żółtym światłem nad okolicą świeciła gwiazda McDonalda. Uciekł mu autobus, gdy szedł wzdłuż cmentarza. Niska. Żółte tramwaje przecinały śnieg szybko, szybko. A jeśli ma biec to będzie biegł, ten ciągły ruch i zapach frytek. Książki w żółtych skrytkach pocztowych. Bardzo dawno umarli, pijani, kobiety z dzieckiem na ręku. Wszystko zamieniał w zapis szybko, szybko.
