Lutowe (odc. 1)

Czytanie opowieści o dzieciństwie, podobnie jak oglądanie filmów o dzieciństwie ma w sobie nieodparty urok. Nie wiem, czy to uwodzą cechy gatunkowe tychże (ciepło narracji, sympatia do bohaterów, przemijanie jako temat), czy doświadczenie to jest tak uniwersalne, że odnajdujemy w nim siebie samych. Ten żenujący literacko wstęp służy wyjaśnieniu, że „Byliśmy przyszłością”, chociaż chciał ją nam pożyczyć R., autor bloga o reportażach, reportażem nie jest. (I bardzo czekam na recenzję R., obawiając się, że będzie mniej entuzjastyczna niż moja).

Od razu też uprzedzę: w książce nie ma mapy i bardzo mi to przeszkadzało, zwłaszcza, że geografia i topografia są w opowieści Jael Neeman bardzo istotne. Wczoraj wieczorem wciąż przerywałem surfowanie A. po internecie: weź wpisz w google maps Naharia! A teraz weź zobacz Gaaton!

„Byliśmy przyszłością” jest specyficzną opowieścią o dzieciństwie: o dzieciństwie w utopii. Pomysł tworzenia rolniczych wspólnot w pustynnych okolicach i zamieniania ich w ogrody, bananowe oraz awokadowe sady jest heroiczny. Opowieść o życiu w kibucu musi zmierzyć się z mitem. W tle narracji pojawiają się pytania: czy ich ziemia naprawdę była ziemią niczyją? co nimi kierowało? czy  naprawdę wierzyli w komunizm? czy równość rzeczywiście była równością dla wszystkich? (Na ostatnie pytanie autorka udziela odpowiedzi opisując kibucowe praczki i kucharki. Nie.)

Utopia kibuców niebezpiecznie bliska jest antyutopii. Ten sam równościowy zamysł, co w szwedzkich szpitalach i radzieckich kołchozach. To samo przekonanie, że byt kształtuje świadomość, że da się stworzyć nowego człowieka, stosując metody wychowawcze, przypominające metody, przy użyciu których kibucowy ogrodnik hodował dęby na kamieniach. Próba stworzenia nowego lepszego świata. Książka Jael Neeman przyznaje, że to próba zakończona niepowodzeniem. (Ale jednak banany były najlepsze).

(Zawsze lubiłem lewicowych utopistów, na przykład niejakiego C., za ich społeczną wrażliwość. Zawsze obawiałem się, że będą chcieli uszczęśliwiać innych na siłę przy użyciu swoich wymyślnych teorii i instytucji.)

U Jael Neeman wszystko jest wyważone. Dlatego czyta się bardzo dobrze. Nie liczy się dla niej system, jego zalety i wady, liczą się ludzie jak choćby stróż z Argentyny, który opowiada o tym, co dzieje się w jego kraju (a są to czasy, gdy ludzie znikają bez śladu) i płacze (poruszający fragment, może dlatego, że wyczulony jestem na południowoamerykańskie dyktatury). Historia bez zakończenia.

(Jak prawdziwa opowieść o dzieciństwie, „Byliśmy przyszłością” jest ilustrowane zdjęciami z dzieciństwa, co czyni tę opowieść jeszcze bardziej osobistym wyznaniem.)

Dodaj komentarz