Gdzieś ponoć są. Gdzie? Nie wiem.
Pod Psią Gwiazdą? Pod Krzyżem Południa?
W Zatoce Fińskiej? U wybrzeży Kornwalii?
(Sprawdzam w google maps: nie ma.)
Ktoś ponoć dotarł. Ktoś już nie wrócił.
Zjedli go tubylcy. Nawrócił Bartłomiej de Las Casas.
Większość nie dopływa, część zostaje na chwilę, dwie.
(Wystarczy, żeby zdjęcie na facebooka, że już byli. Na pewno.)
Pada tam ciągle śnieg. Nigdy tam nie pada.
Bezustanne słońce i leciuteńka bryza.
Ci co sprawdzili mówią, że nie da się all inclusive.
(Wysyłam mejla z pytaniem: czy są wycieczki fakultatywne?)
Chwilowość i brak pewności. Czy na pewno warto? Może nigdy się nie zdarza. Może lepiej nie szukać.
