Od pewnego czasu „Gazeta Wyborcza” tonem urzędu nauczycielskiego zadaje pytania dlaczego młodzież staje się konserwatywna. (Pomijam fakt, że wersja internetowa tejże gazety z powodu dysleksji na nauczyciela się nie nadaje).
Pytanie wydaje się retorycznym jeśli się wspomni Piotra Pacewicza w damskich fatałaszkach opisującego przeżycia herosów parady równości i paręset innych równie głupich tekstów, których nachalne epatowanie polityczną poprawnością wywołało skutek odwrotny od zamierzonego.
Moje przesunięcie się na prawo mogło pozostać nawet niezauważone (chociaż H. z pewnością zauważyła zmianę). Nie, nie oznacza to, że nagle posądziłem Boga o opowiadanie się za Polakami i zacząłem czytać arcymoralistów w rodzaju Arcyterlikowskiego. Brzydzą mnie.
Patronami mojej przemiany mianuję Witkacego i Havla. Dobra wymówka, by się przyznać do dręczącego mnie pesymizmu. Że w naszej błogiej konsumpcji uciekły nam zupełnie wartości. Że przestaliśmy zastanawiać się, czy świat ma sens. Absolut zastąpiły nasze własne mniemania, pewniki, które nam przedstawiają sprytni sprzedawcy (wśród nich Piotr Pacewicz z pięknymi rzęsami i czerwoną pomadką). Spotkania w mieście na literkę B. utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że Europa zupełnie się zagubiła w swojej aksjologii. Trawestując Havla: mamy gotyckie katedry, ale nie rozumiemy, czemu je wznoszono.
Utoniemy więc w tej swojej Przyjemności. Żeby wszystko było wolno w imię praw człowieka, żeby nie zawracano nam głowy (i – pardon le mot, ale być może wpis ten napotka poseł Robert Biedroń – dupy), żebyśmy mogli lepiej konsumować życie.
